5.06.1232r. 7:00
nasza sypialnia
Dzisiaj Ryzelda ma urodziny, a ja nic dla niej nie mam. Za chwilę śniadanie, pewnie będzie uroczyste, jak przystało na dwór królewski. Muszę coś szybko wymyślić. Florian zapewne już ma dla niej coś, co ją powali, a ja dopiero co dowiedziałam się o urodzinach... Co może chcieć średniowieczna księżniczka?
Kurde, właśnie się budzi. Zaczyna ją denerwować moje pisanie w pamiętniku.
- Aaaaaa - ziewnęła - dzień dobry - powiedziała wesoło.
- Dzień dobry - uśmiechnęłam się - wszystkiego najlepszego.
- Jeeejuuuu, już notujesz?
- Eee... No tak.
- Chyba muszę się do tego przyzwyczaić...
- Oj tak - zaśmiałam się.
- Co to jest? - spytała. Dopiero zauważyłam wielkie pudło oklejone kolorowym papierem w nogach jej łóżka.
- Nie wiem, nie widziałam tego wcześniej.
- Pewnie tata chciał zrobić zjawiskowy prezent. ZNOWU.
- Nie otworzysz?
- Może potem. Teraz jestem głodna, chodźmy na śniadanie...
- Nie musimy. Już tu jest. - wskazałam palcem na stolik, na którym stały talerze z jajecznicą, wiśnie w czekoladzie, ciastka, dzbanek mleka, koszyk z chlebem i półmisek z przeróżnymi wędlinami, serami, pomidorami, ogórkami itd. Samo patrzenie powodowało głód.
- Co roku jest to samo. Nigdy nie mogą sobie tego odpuścić...
- Ale to chyba nie jest złe? Ja na swoje urodziny usłyszę tylko życzenia z rana, a potem normalnie idę do szkoły...
- Ale masz fajnie... Też chciałabym tak żyć.
- Kpisz sobie?! Chyba każda dziewczyna w naszym wieku chciałaby wieść takie życie jak ty...
- Może masz rację... Dobra, nieważne, bierzmy się do jedzenia, bo zaraz umrę z głodu.
- Popieram!
Piszesz bardzo fajnie, podoba mi się ten blog ;D
OdpowiedzUsuństyloweconverse.blogspot.com