4.06.1232r. 1:00
nasza sypialnia
Dzisiaj odbyłam z Ryzeldą szczerą rozmowę. Nie taką "och, ach, coś tam", tylko naprawdę szczerą. Zaczęło się tak jak zwykle, czyli rozmawiałyśmy o tym co się działo w ciągu dnia, albo o tym co jest w moich czasach. Ale w końcu musiałam się jej zapytać o to, co intrygowało mnie od samego początku.
- Ryzeldo, dlaczego ty i twój tata daliście mi schronienie i miejsce do spania? I dlaczego mogę spać razem z tobą w twoim pokoju? Zdawało mi się, że to sprzeczne z etykietą. Przecież właściwie jestem dla was... hmm... żebraczką...?
- Chyba sobie ze mnie żarty stroisz. Po pierwsze; jesteś jedyną dziewczynką w moim wieku na dworze królewskim. To znaczy, są takie, ale są chłopkami i nie mają wstępu do zamku. Po drugie; mój ojciec chciał cię poznać, bo jesteś z... ee... Jak to się nazywało?
- Chyba masz na myśli przyszłość.
- Właśnie. Chodziło mi o przyszłość. A co do tego, że możesz spać w zamku, to moja zasługa. Ojciec na początku nie chciał się zgodzić, ale go prosiłam, wręcz błagałam abyś mogła spać ze mną. Na początku załatwił ci tylko kamieniczkę, ale gdy zobaczył, że chodzę rozzłoszczona na cały świat, to pozwolił mi ciebie przyjąć.
- No, wreszcie wszystko jasne - uśmiechnęłam się. - Twój tata jest spoko.
- A co to znaczy "spoko"?
Kurcze, muszę jej wbić te wszystkie słowa do głowy, bo mnie czasem w ogóle nie rozumie... Ja zresztą też nie zawsze rozumiem jej języka. W końcu w średniowieczu były jakieś tam słowa. Więc do pamiętnika ich nie wpisuję. Skoro nie wiem co to znaczy, to po co?
Jestem już śpiąca. Po prostu oczy mi się kleją.